Rządowa aplikacja „Gdzie się ukryć:” pokazująca tzw. miejsca schronienia miała w założeniu uspokoić obywateli i wskazać im bezpieczne lokalizacje na wypadek zagrożenia. Choć na mapach widać setki takich punktów, w rzeczywistości narzędzie to budzi wiele wątpliwości. Sprawę na łamach portalu Gorzów Wielkopolski Nasze Miasto skomentował Sergiusz Parszowski, prezes Obserwatorium Bezpieczeństwa.
W teorii aplikacja ma pomóc nam znaleźć schronienie. W praktyce – jak zauważają eksperci – może dawać jedynie złudne poczucie bezpieczeństwa.
Brak danych, brak oznaczeń, brak pewności
Pierwszym z zasadniczych problemów jest całkowity brak informacji o tym, z czym faktycznie mamy do czynienia pod adresem wskazanym w aplikacji. Sergiusz Parszowski zwraca uwagę na kluczowe luki w dostarczanych obywatelom danych:
„Nie ma żadnych oznaczeń ani instrukcji, jak skorzystać z takiego miejsca. Aplikacja nie podaje też ich pojemności ani stanu technicznego, więc trudno ocenić, czy rzeczywiście zapewnią ochronę. Jeżeli będziemy to rozpatrywać, że się schowamy tam na godzinę czy dwie w sytuacji jakiegoś tymczasowego zdarzenia, no to oczywiście tak. Ale czy do tego potrzebowaliśmy aplikacji? Prawdopodobnie nie. Natomiast na pewno nie są to miejsca, w których będziemy mogli przebywać przez dłuższy czas.”
Trudno wyobrazić sobie sprawną ewakuację do miejsc, które nie są oznakowane w terenie, a ich stan techniczny pozostaje wielką niewiadomą.
„Punkt schronienia” – słowo wytrych
Eksperci ds. bezpieczeństwa od dawna podkreślają, jak ważne są precyzyjne uregulowania prawne. Niestety, kategoria miejsc pokazywana w aplikacji nie ma swojego oparcia w twardych przepisach. Prezes Obserwatorium Bezpieczeństwa wyjaśnia:
„W przepisach obiekty zbiorowej ochrony dzielą się na trzy kategorie: schrony, ukrycia i miejsca doraźnego schronienia. Dla każdej z tych kategorii istnieją konkretne wytyczne, które określają wymagania techniczne w zakresie czy to odporności, hermetyczności, wymiany powietrza, zapewnienia sanitariatów, wyjść ewakuacyjnych, oświetlenia awaryjnego. Tu mamy określenie 'punkt schronienia’, a więc takie słowo wytrych i nie jest to w żaden sposób regulowane prawnie.”
Używanie nieistniejących w prawie pojęć zwalnia decydentów z wymogu zapewnienia w tych lokalizacjach jakichkolwiek standardów technicznych – takich jak działająca wentylacja, dostęp do sanitariatów czy zapasowe oświetlenie.
Bezpieczeństwo obywateli to fundament, który wymaga systemowych rozwiązań inwestycyjnych i prawnych, a nie tylko wirtualnych pinezek na mapie.
🔗 Zachęcamy do zapoznania się z pełnym artykułem na ten temat: Uciec, tylko dokąd? Aplikacja pokazuje setki miejsc schronienia, ale jest problem