Opóźnione finansowanie, brak wolnych terminów u wykonawców i dyskusja nad sensownością intensywnych szkoleń – to główne problemy, z jakimi mierzą się obecnie samorządy w kontekście ochrony ludności. Sergiusz Parszowski, Prezes Obserwatorium Bezpieczeństwa, w wypowiedzi dla serwisu Prawo.pl punktuje słabości obecnego wdrażania przepisów i ostrzega przed osłabianiem systemu bezpieczeństwa już na etapie jego budowy.
Koniec roku to dla wielu samorządów gorący okres próby realizacji budżetów i zadań zleconych. W tym roku szczególnym wyzwaniem stały się szkolenia z zakresu ochrony ludności. Jak zauważa w swojej analizie Sergiusz Parszowski, kumulacja opóźnień decyzyjnych na szczeblu centralnym doprowadziła do paraliżu logistycznego w regionach.
Pieniądze są, terminów brak
Głównym problemem, na który wskazuje Prezes Obserwatorium Bezpieczeństwa, jest niedopasowanie harmonogramu finansowania do realiów rynku szkoleniowego. Wiele samorządów wstrzymywało się z wydatkowaniem środków własnych, oczekując na uruchomienie „Programu ochrony ludności i obrony cywilnej na lata 2025-2026”.
– Program wystartował jednak z wielomiesięcznym opóźnieniem, niektóre samorządy niedawno dostały pieniądze na przeprowadzenie szkoleń – tłumaczy Sergiusz Parszowski.
Skutek? Środki wpłynęły na konta w momencie, gdy profesjonalny rynek szkoleniowy jest już nasycony. – Na przełomie listopada i grudnia większość firm szkoleniowych nie ma już możliwości przyjęcia kolejnych zleceń. Wszystkie terminy są już zajęte – diagnozuje ekspert. – Na rynku działa niewiele podmiotów, które mogą jeszcze przeprowadzić szkolenia, a jeśli już to w ograniczonym zakresie.
W efekcie, mimo dostępnych funduszy, kluczowi pracownicy odpowiedzialni za bezpieczeństwo w gminach wciąż nie zostali przeszkoleni.
Czy jeden dzień to za dużo?
W dyskusji publicznej i propozycjach MSWiA pojawiają się głosy sugerujące, że coroczne, jednodniowe szkolenia aktualizujące wiedzę mogą być nadmiernym obciążeniem. Sergiusz Parszowski stanowczo nie zgadza się z takim stawianiem sprawy, zwłaszcza w obliczu trwającej za naszą wschodnią granicą wojny i zagrożeń hybrydowych w Polsce.
– Czy poświęcenie jednego dnia w roku na szkolenie, w czasach gdy wysadzane są tory kolejowe, podpalane budynki, atakowane wodociągi, a wiedza o cyberbezpieczeństwie i dezinformacji jest deficytowa, to naprawdę dużo? – pyta ekspert Obserwatorium.
Jego zdaniem, ograniczanie intensywności szkoleń w tym momencie jest działaniem na szkodę rodzącego się systemu obrony cywilnej.
Najpierw fundamenty, potem „maintenance”
Stanowisko Obserwatorium Bezpieczeństwa jest jasne: budowa kompetencji wymaga czasu i intensywności, zwłaszcza na początku. Obecne braki w wiedzy i przygotowaniu kadr są zbyt duże, by można je było uzupełnić doraźnymi działaniami.
– Biorąc pod uwagę, jak wiele mamy zaległości, jak brakuje kompetencji w różnych instytucjach i jak wiele nowych zadań mają realizować samorządy, naturalne wydaje się, że właśnie w tych pierwszych latach system szkoleniowy powinien być najbardziej intensywny – ocenia Sergiusz Parszowski.
Według Parszowskiego, model szkoleniowy powinien ewoluować w czasie. Dopiero w momencie, gdy kadry zostaną przeszkolone, a zasoby uzupełnione, będzie można przejść w tryb podtrzymywania gotowości. Wtedy szkolenia mogą odbywać się rzadziej i być ściśle sprofilowane pod kątem zmian w prawie, analizy incydentów czy nowego orzecznictwa. Dziś jednak, zdaniem Prezesa Parszowskiego, propozycje poluzowania wymogów to „osłabienie systemu, który dopiero zaczyna się budować”.
Więcej na ten temat w artykule na portalu prawo.pl: MSWiA chce rzadszych szkoleń. Samorządy ostrzegają: to osłabi system bezpieczeństwa