Odporność społeczna to nie abstrakcyjne pojęcie z dokumentów strategicznych. To konkretne działania, które podejmują sąsiedzi, gdy pojawia się zagrożenie. O wnioskach płynących z alarmu przeciwpowodziowego w 2024 roku oraz o tym, jak „pamięć kryzysowa” kształtuje nasze bezpieczeństwo, mówił Łukasz Stępień w podcaście „Sektor 3”.

W rozmowie zatytułowanej „Odporność społeczna. Lekcje z Wrocławia i Dolnego Śląska” ekspert Obserwatorium Bezpieczeństwa odszedł od teoretyzowania na rzecz twardych danych i obserwacji terenowych. Punktem wyjścia do analizy stał się raport przygotowany przez Obserwatorium Bezpieczeństwa, dotyczący reakcji mieszkańców wrocławskiego Kozanowa na zagrożenie powodziowe w 2024 roku.

Lekcja z Kozanowa: zaufanie ważniejsze niż strategia

Podczas dyskusji Łukasz Stępień podkreślał, że w sytuacjach kryzysowych kluczowym zasobem nie są jedynie procedury administracyjne, ale kapitał społeczny. To zaufanie i oddolna współpraca sąsiedzka sprawiają, że społeczność potrafi się zorganizować szybciej i skuteczniej, niż przewidują to centralne plany. Analiza przypadku Kozanowa pokazała, jak istotna jest tzw. pamięć kryzysowa. Doświadczenia z przeszłości nie znikają – one budują „mięsień”, który aktywuje się w momencie zagrożenia, wpływając na gotowość mieszkańców do działania.

Nie zatrzymasz wiatru, ale możesz wzmocnić dom

W podcaście padło ważne porównanie, które doskonale obrazuje, czym jest nowoczesne podejście do bezpieczeństwa lokalnego. – Budowanie odporności społecznej można przyrównać do wzmacniania fundamentów domu przed burzą – tłumaczył Łukasz Stępień. – Nie polega ono na próbie zatrzymania wiatru, ale na upewnieniu się, że konstrukcja jest na tyle solidna, a mieszkańcy na tyle ze sobą zgrani, by wspólnie przetrwać nawałnicę i szybko naprawić ewentualne szkody.

Wnioski płynące z Dolnego Śląska mogą i powinny stać się wzorcem dla innych społeczności w Polsce. Zapraszamy do wysłuchania rozmowy o tym, jak budować bezpieczeństwo oparte na więziach.

🎧 Posłuchaj odcinka na Spotify: Sektor3 Podcast | Odporność społeczna. Lekcje z Wrocławia i Dolnego Śląska

Mamy aplikację „Gdzie się ukryć”, ale brakuje kluczy do bram, procedur dla zarządców i standardów inżynieryjnych. Ekspert Obserwatorium Bezpieczeństwa, Łukasz Stępień, w rozmowie z portalem Prawo.pl punktuje luki w systemie. – Najpierw robimy aplikację, a dopiero teraz próbujemy stworzyć regulacje. To postawienie na głowie procesu legislacyjnego – ocenia.

Wypuszczona na rynek aplikacja wskazująca miejsca schronienia miała uspokoić obywateli. Jednak w zderzeniu z rzeczywistością, wirtualne „pinezki” mogą prowadzić do niebezpiecznych nieporozumień. Szczególny problem dotyczy tzw. miejsc doraźnego ukrycia w budynkach prywatnych, np. garażach podziemnych wspólnot mieszkaniowych, które mają funkcjonować na zasadzie „wzajemnej pomocy”.

Problem zamka i domofonu

Łukasz Stępień zwraca uwagę na prozaiczną, ale kluczową barierę: fizyczny dostęp. – W praktyce chodzi na przykład o wielostanowiskowy garaż podziemny na terenie wielorodzinnej wspólnoty mieszkaniowej. I aby do takiego punktu schronienia się dostać, trzeba posiadać dwa klucze lub piloty – tłumaczy ekspert.

Pojawia się szereg pytań bez odpowiedzi: Kto otworzy bramę w razie alarmu? Kto wpuści ludzi przez domofon? Jak pogodzić obecność samochodów z tłumem szukającym ratunku?

Zarządca, który nic nie wie

Największym zagrożeniem jest brak świadomości. Wielu zarządców nieruchomości nawet nie wie, że ich budynki widnieją w aplikacji jako punkty schronienia. – W sytuacji zagrożenia może to spowodować chaos. Kilkaset osób będzie chciało się tam schronić, a na miejscu nikt nie będzie wiedział, jak to ma działać – ostrzega Łukasz Stępień.

Ekspert przywołuje przykład Finlandii, gdzie system działa odwrotnie: tam zarządca dokładnie wie, ile ma czasu na opróżnienie garażu z aut i wniesienie wyposażenia. W Polsce brakuje procedur, szkoleń i instrukcji.

Legislacja „na wczoraj”

Krytyczna ocena dotyczy także kolejności działań państwa. MSWiA dopiero w nowelizacji ustawy o ochronie ludności (projektowany art. 103a) planuje nałożyć na zarządców obowiązek udostępniania schronień. Tymczasem aplikacja już kieruje tam ludzi.

Tutaj mamy odwrotną kolejność działań (…) To jest postawienie na głowie procesu legislacyjnego i wdrażania rozwiązań, takie działanie ad hoc, które podważa zaufanie społeczne – komentuje ekspert Obserwatorium.

Bezpieczeństwo czy fikcja?

Ostatnim, ale fundamentalnym problemem jest brak mierzalnych standardów inżynieryjnych. Mieszkaniec nie wie, czy wskazane w aplikacji miejsce faktycznie ochroni go przed realnym zagrożeniem, czy jest tylko „miejscem doraźnym” tylko z nazwy. – A gdy nie ma standardu – nie ma też odpowiedzialności – podsumowuje Łukasz Stępień.

Zapraszamy do lektury całego artykułu na portalu prawo.pl: Pinezka w aplikacji „gdziesieukryć”, czyli uciec, ale dokąd?

Nowa aplikacja wskazująca miejsca schronienia to krok w stronę cyfryzacji bezpieczeństwa, ale sama „pinezka” na mapie nie uratuje życia, jeśli zabraknie jasnych wytycznych. O wyzwaniach związanych z wdrażaniem nowych rozwiązań cyfrowych mówił w głównym wydaniu programu „19:30” ekspert Obserwatorium Bezpieczeństwa, Łukasz Stępień.

W dniu 22 grudnia 2025 r. na antenie TVP 1 oraz TVP Info poruszono temat nowej aplikacji rządowej „Gdzie się ukryć”, mającej pomagać obywatelom w znalezieniu schronienia w sytuacji zagrożenia. Choć narzędzie to jest potrzebne i oczekiwane, Łukasz Stępień zwrócił uwagę na drugą stronę medalu – brak przygotowania proceduralnego w terenie.

Problem „zamkniętych drzwi”

Zaznaczenie obiektu w aplikacji to dopiero połowa sukcesu. Kluczowe problemy zaczynają się w zderzeniu wirtualnej mapy z rzeczywistością. Ekspert Obserwatorium wskazuje na brak wytycznych dla zarządców obiektów. Oznaczamy szkoły i budynki wspólnot, ale czy dyrektorzy i administratorzy wiedzą, co robić lub czy w ogóle wiedzą o tym, że ich budynki zostały oznaczone?

Wypowiedź Łukasza Stępnia punktuje realne ryzyko: zarządcy często nie posiadają procedur na wypadek sytuacji, w której po otrzymaniu alertu RCB pod ich drzwiami nagle pojawi się kilkaset osób szukających schronienia. Bez jasnych instrukcji może to doprowadzić do paraliżu i paniki, zamiast zapewnić bezpieczeństwo.

Dezorientacja zamiast schronienia

Drugim wyzwaniem jest perspektywa użytkownika. Sama kropka na mapie bywa myląca. Mieszkańcy, nawet widząc lokalizację w telefonie, często nie wiedzą:

  • Którędy dokładnie wejść do obiektu (wejścia techniczne, ewakuacyjne)?
  • Czy obiekt jest w danej chwili faktycznie dostępny?
  • Jakie warunki panują wewnątrz?

Technologia musi iść w parze z edukacją

Wniosek płynący z analizy eksperta Obserwatorium Bezpieczeństwa jest jednoznaczny: bez szkoleń, jasnych instrukcji dla zarządców (szkół, wspólnot mieszkaniowych) oraz szerokiej edukacji lokalnej społeczności, aplikacja może stać się źródłem nieporozumień w momentach, gdy najbardziej potrzebny jest spokój i organizacja.

Zapraszamy do obejrzenia materiału. Wypowiedź naszego eksperta rozpoczyna się od 19:12 minuty nagrania.

🔗 Zobacz materiał wideo: https://vod.tvp.pl/informacje-i-publicystyka,205/program-informacyjny-1930-odcinki,1000204/odcinek-733,S01E733,2588903

Wymyślanie koła na nowo, infrastruktura krytyczna pozbawiona realnych mechanizmów ochrony i brak systemowego podejścia do zagrożeń. To główne obszary, na które zwraca uwagę Łukasz Stępień, ekspert Obserwatorium Bezpieczeństwa, w swoim komentarzu dla „Gazety Wyborczej” dotyczącym rządowej operacji „Horyzont”. Czy wysłanie żołnierzy na tory i tworzenie nowych aplikacji to właściwa droga?

W obliczu rosnącego zagrożenia aktami sabotażu, państwo polskie podejmuje działania mające na celu zabezpieczenie kluczowej infrastruktury. Jednak, jak wskazuje nasz ekspert, obecne kroki przypominają bardziej reaktywne „łatanie dziur” niż przemyślaną strategię bezpieczeństwa narodowego. Poniżej analizujemy trzy kluczowe problemy zdiagnozowane przez Łukasza Stępnia.

Cyfrowy chaos, czyli po co nam kolejna aplikacja?

Jednym z elementów nowych działań ma być aplikacja służąca do zgłaszania aktów sabotażu. Ekspert Obserwatorium Bezpieczeństwa stawia jednak zasadne pytanie: po co wymyślać koło na nowo?

W systemie bezpieczeństwa państwa funkcjonują już sprawdzone rozwiązania, takie jak aplikacja Alarm112, która jest oficjalnie rekomendowana m.in. w Rządowym Poradniku Bezpieczeństwa. Doświadczenie pokazuje, że mnożenie bytów cyfrowych nie przynosi rezultatów – każda kolejna rządowa aplikacja cieszy się zazwyczaj słabnącym zainteresowaniem i jest rzadko używana przez społeczeństwo.

Zamiast inwestować zasoby w dublowanie narzędzi, państwo powinno skupić się na budowaniu zaufania obywateli do już istniejących rozwiązań i edukacji w zakresie ich wykorzystywania.

Infrastruktura Krytyczna – obowiązek bez sankcji

Kluczowym problemem pozostaje ochrona Infrastruktury Krytycznej (IK). Choć formalnie przepisy nakładają na operatorów obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa obiektów, w praktyce system ten jest dziurawy.

Ustawa nakłada obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa i ochrony obiektów infrastruktury krytycznej jej operatorom, ale sęk w tym, że jest to obowiązek, za którego niedopełnienie nie grożą żadne sankcje ani realne kontrole – punktuje Łukasz Stępień.

Sytuację pogarsza fakt, że za wymogami ustawowymi (uregulowanymi jeszcze w 2007 roku) oraz zapisami Narodowego Planu Ochrony Infrastruktury Krytycznej z 2023 roku, nie idzie dodatkowe wsparcie budżetowe. Operatorzy zostają z problemem sami.

Efekt jest więc mizerny. Zamiast rozwiązań systemowych, mających zapewnić bezpieczeństwo, mamy często rozwiązania reaktywne, wdrażane dopiero wtedy, kiedy już coś się wydarzy – dodaje ekspert.

Wojsko jako „uniwersalna łata”

Najbardziej widocznym elementem akcji „Horyzont” jest obecność żołnierzy patrolujących infrastrukturę kolejową. Jak oceniać ten ruch?

Łukasz Stępień zauważa pewien pozytywny aspekt, ale ogranicza go wyłącznie do Wojsk Obrony Terytorialnej (WOT). Dla terytorialsów takie działania mogą mieć walor edukacyjny – pozwalają poznać teren i specyfikę infrastruktury w ich stałym rejonie odpowiedzialności (SRO).

Jednak w szerszym ujęciu, angażowanie wojsk operacyjnych do zadań o charakterze policyjno-ochroniarskim jest błędem.

„Dla wojska zawodowego jest to duże utrudnienie organizacyjne. Ich rola w systemie bezpieczeństwa państwa jest w innym miejscu. Powinni się szkolić, wdrażać nowe technologie i dbać o gotowość bojową. Siły Zbrojne muszą być jak najlepiej przygotowane do momentu próby” – podkreśla ekspert Obserwatorium Bezpieczeństwa.

Podsumowanie – potrzeba strategii, nie improwizacji

Wojsko Polskie nie może być traktowane jak uniwersalny lek na wszystkie bolączki państwa i braki w innych służbach czy w systemie ochrony obiektów cywilnych.

Bezpieczeństwo narodowe wymaga odejścia od działań doraźnych na rzecz rozwiązań przemyślanych, systemowych i długofalowych. Dopóki ochrona infrastruktury krytycznej nie zostanie wzmocniona prawnie (sankcje) i finansowo, a narzędzia cyfrowe nie zostaną uporządkowane, samo wysłanie patroli w teren będzie jedynie działaniem wizerunkowym, a nie realnym wzmocnieniem odporności państwa.

Zapraszamy do zapoznania się z cały komentarzem eksperta – Po akcie dywersji na kolei pytamy: jak w Polsce chroni się infrastrukturę krytyczną? „To armia łata każdy problem państwa”

Dlaczego obserwacje wód są niezbędne opowiedzieli nasi eksperci Łukasz Stępień i Krzysztof Chudy w reportażu Adrianny Borowicz dla portalu Lepsza Polska w 210 odcinku „Czystej Polski”.

Projekt monitoringu społecznego

Dzięki projektowi monitoringu społecznego już latem we Wrocławiu każdy będzie mógł włączyć się w społeczny monitoring wód. Wystarczy, że przechodząc na spacerze obok pomiarowej łaty powodziowej, zrobi jej zdjęcie i prześle je naukowcom za pomocą specjalnej aplikacji.

W tym celu zostanie też udostępniona lista miejsc, w których znajdują się łaty wodowskazowe.

Pomysłodawcy wrocławskiego monitoringu społecznego

Społeczny monitoring to pomysł naukowców z Politechniki Wrocławskiej. Ich celem jest zapewnienie ludziom odpowiednich narzędzi, aby mogli obserwować poziom wód i przekazać wynik. Kolejnym krokiem będą spotkania, w czasie których zostaną omówione wyniki i to, w jaki sposób na te wyniki wpływają zmiany klimatyczne i pogoda.

Dlaczego obserwacje wód są niezbędne

Pomysł społecznego, regularnego monitoringu poziomu wody wrócił w czasie ostatniej powodzi, która dotknęła Wrocław we wrześniu 2024 r., szczególnie Kozanów. Mieszkańcy sami wówczas widzieli, jak ważne jest zbieranie i analiza danych oraz jak pozwalają one przewidzieć możliwe scenariusze i zaplanować działania. 

Link do reportażu

Zapraszamy do obejrzenia całości, która znajduje się pod linkiem: Czysta Polska – odcinek 210.

Reportaż zaczyna się od minuty 18:20.

Reportaż: dlaczego obserwacje wód są niezbędne. Na górze napis programu: "Czysta Polska - odcinek 210". Poniżej stojące na tle drzew mężczyzna w pomarańczowej bluzie z kapturem. Pod nim napis: "Łukasz Stępień, wolontariusz, mieszkaniec osiedla Kozanów we Wrocławiu.

Wrocław Rozmawia zamieścił informacje o naszych bezpłatnych warsztatach związanych z przygotowaniem się na różne sytuacje kryzysowe, takie jak powódź czy brak prądu.

Cały artykuł można przeczytać pod linkiem: Kozanów przygotowuje się na kryzysy. Bezpłatne warsztaty w ramach Mikrograntów.

Szczegółowe informacje o warsztatach znajdziecie również na stronie: Przygotować się (nie tylko) na wielką wodę.

Projekt dofinansowany jest ze środków gminy Wrocław.

Współorganizatorzy projektu:

Partnerzy projektu:

Partnerzy wydarzenia: Przygotować się nie tylko na wielką wodę, Wrocław
Mieszkańcy Kozanowa podczas plenerowego spotkania przy wałach przeciwpowodziowych