Aplikacja wyprzedziła prawo i logikę. Łukasz Stępień o chaosie wokół aplikacji „Gdzie się ukryć”

Lukasz Stepien

Udostępnij:
Ekspert Obserwatorium Bezpieczeństwa Ł. Stępień: Aplikacja wyprzedziła prawo. Zarządcy nie mają kluczy ani procedur, by wpuścić ludzi do schronów.

Mamy aplikację „Gdzie się ukryć”, ale brakuje kluczy do bram, procedur dla zarządców i standardów inżynieryjnych. Ekspert Obserwatorium Bezpieczeństwa, Łukasz Stępień, w rozmowie z portalem Prawo.pl punktuje luki w systemie. – Najpierw robimy aplikację, a dopiero teraz próbujemy stworzyć regulacje. To postawienie na głowie procesu legislacyjnego – ocenia.

Wypuszczona na rynek aplikacja wskazująca miejsca schronienia miała uspokoić obywateli. Jednak w zderzeniu z rzeczywistością, wirtualne „pinezki” mogą prowadzić do niebezpiecznych nieporozumień. Szczególny problem dotyczy tzw. miejsc doraźnego ukrycia w budynkach prywatnych, np. garażach podziemnych wspólnot mieszkaniowych, które mają funkcjonować na zasadzie „wzajemnej pomocy”.

Problem zamka i domofonu

Łukasz Stępień zwraca uwagę na prozaiczną, ale kluczową barierę: fizyczny dostęp. – W praktyce chodzi na przykład o wielostanowiskowy garaż podziemny na terenie wielorodzinnej wspólnoty mieszkaniowej. I aby do takiego punktu schronienia się dostać, trzeba posiadać dwa klucze lub piloty – tłumaczy ekspert.

Pojawia się szereg pytań bez odpowiedzi: Kto otworzy bramę w razie alarmu? Kto wpuści ludzi przez domofon? Jak pogodzić obecność samochodów z tłumem szukającym ratunku?

Zarządca, który nic nie wie

Największym zagrożeniem jest brak świadomości. Wielu zarządców nieruchomości nawet nie wie, że ich budynki widnieją w aplikacji jako punkty schronienia. – W sytuacji zagrożenia może to spowodować chaos. Kilkaset osób będzie chciało się tam schronić, a na miejscu nikt nie będzie wiedział, jak to ma działać – ostrzega Łukasz Stępień.

Ekspert przywołuje przykład Finlandii, gdzie system działa odwrotnie: tam zarządca dokładnie wie, ile ma czasu na opróżnienie garażu z aut i wniesienie wyposażenia. W Polsce brakuje procedur, szkoleń i instrukcji.

Legislacja „na wczoraj”

Krytyczna ocena dotyczy także kolejności działań państwa. MSWiA dopiero w nowelizacji ustawy o ochronie ludności (projektowany art. 103a) planuje nałożyć na zarządców obowiązek udostępniania schronień. Tymczasem aplikacja już kieruje tam ludzi.

Tutaj mamy odwrotną kolejność działań (…) To jest postawienie na głowie procesu legislacyjnego i wdrażania rozwiązań, takie działanie ad hoc, które podważa zaufanie społeczne – komentuje ekspert Obserwatorium.

Bezpieczeństwo czy fikcja?

Ostatnim, ale fundamentalnym problemem jest brak mierzalnych standardów inżynieryjnych. Mieszkaniec nie wie, czy wskazane w aplikacji miejsce faktycznie ochroni go przed realnym zagrożeniem, czy jest tylko „miejscem doraźnym” tylko z nazwy. – A gdy nie ma standardu – nie ma też odpowiedzialności – podsumowuje Łukasz Stępień.

Zapraszamy do lektury całego artykułu na portalu prawo.pl: Pinezka w aplikacji „gdziesieukryć”, czyli uciec, ale dokąd?

Inne komentarze

8 stycznia, 2026
Budowanie odporności to jak wzmacnianie domu przed burzą. Wnioski z raportu o Kozanowie. Ekspert Obserwatorium Bezpieczeństwa w podcaście „Sektor 3”
2 stycznia, 2026
Łukasz Stępień o wyzwaniach związanych z wdrażaniem nowych rozwiązań cyfrowych dla TVP
Kto obroni gminę przed dezinformacją? Wypowiedź prezesa Obserwatorium Bezpieczeństwa dla serwisu Prawo.pl