Syreny alarmowe, pracownicy urzędu kierowani do parku, uczniowie gromadzeni w salach gimnastycznych i na boiskach, a w jednej ze szkół – prośba do rodziców o odebranie dzieci. Reakcje instytucji podczas alarmu na Lubelszczyźnie pokazały, jak duże znaczenie mają wcześniej przygotowane i przećwiczone procedury. Sytuację dla RadioZET.pl komentował Sergiusz Parszowski, prezes Obserwatorium Bezpieczeństwa.
17 września, w związku z rosyjskimi atakami na zachodnią Ukrainę, na terenie Lubelszczyzny i Podkarpacia uruchomiono system ostrzegania ludności. Mieszkańcy otrzymali Alert RCB, a w części regionu uruchomiono również syreny alarmowe. Wszystko wydarzyło się w ciągu dnia, kiedy tysiące osób przebywały w szkołach, urzędach i miejscach pracy.
Jak opisało RadioZET.pl, reakcje poszczególnych instytucji znacząco się od siebie różniły. Część szkół skierowała uczniów do piwnic, podziemnych szatni i wewnętrznych korytarzy. W innych placówkach dzieci znalazły się jednak w salach gimnastycznych lub na terenach otwartych. Pracownicy Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego opuścili natomiast budynek i przeszli do pobliskiego Ogrodu Saskiego.
Gdzie szukać ochrony podczas zagrożenia z powietrza?
Jak podkreśla Sergiusz Parszowski, prezes Obserwatorium Bezpieczeństwa, w przypadku zagrożenia atakiem z powietrza podstawowym celem powinno być znalezienie możliwie bezpiecznej przestrzeni chroniącej przed skutkami wybuchu i odłamkami.
Jeżeli znajdujemy się już wewnątrz budynku, należy w pierwszej kolejności szukać pomieszczeń znajdujących się na niższych kondygnacjach, z dala od okien i zewnętrznych ścian. Mogą to być m.in. centralne korytarze, klatki schodowe, piwnice czy inne pomieszczenia zapewniające dodatkowe przegrody pomiędzy człowiekiem a potencjalnym źródłem zagrożenia.
Takie podejście jest zgodne z rządowym „Poradnikiem bezpieczeństwa”. W przypadku ataku z powietrza rekomendowane miejsce schronienia powinno być pozbawione okien, posiadać grube ściany i strop. Jeżeli nie można dotrzeć do oznaczonego miejsca schronienia, zalecane jest pozostanie w budynku, z dala od okien i możliwie blisko jego centralnej części.
– „Absolutnie nie rozumiem, dlaczego urzędnicy i interesanci opuszczali budynek” – komentował dla RadioZET.pl Sergiusz Parszowski.
Sala gimnastyczna nie zawsze jest bezpiecznym rozwiązaniem
Wątpliwości eksperta wzbudziło również kierowanie dużych grup uczniów do sal gimnastycznych. Takie przestrzenie często posiadają duże przeszklenia, a jednoczesne zgromadzenie wielu osób w jednym miejscu może zwiększać skalę potencjalnych skutków zdarzenia.
Sergiusz Parszowski zwraca uwagę na znaczenie rozśrodkowania osób – zamiast gromadzenia wszystkich w jednej dużej sali możliwe jest wykorzystanie kilku wewnętrznych pomieszczeń, korytarzy czy niższych kondygnacji. Poszczególne ściany i stropy mogą wówczas stanowić dodatkową osłonę przed odłamkami lub skutkami uderzenia.
Rządowe zalecenia wskazują także, że przebywanie na otwartej przestrzeni zapewnia mniejszą ochronę niż pozostanie wewnątrz odpowiednio wybranego miejsca w budynku. Jeśli człowiek znajduje się na zewnątrz, powinien szukać najbliższego miejsca zapewniającego choćby podstawową osłonę.
Rodzice nie powinni być wzywani do szkoły w czasie alarmu
Szczególne zastrzeżenia wzbudziła sytuacja w jednej z lubelskich szkół, gdzie rodzice otrzymali wiadomość z prośbą o odebranie dzieci w związku z potencjalnym zagrożeniem.
Zdaniem prezesa Obserwatorium Bezpieczeństwa takie działanie może powodować kolejne problemy: zwiększyć ruch na drogach, doprowadzić do gromadzenia się dużej liczby osób przed szkołami i wywołać dodatkowy chaos. W czasie trwającego zagrożenia także rodzice mogą znajdować się w miejscach, które powinni opuścić dopiero po odwołaniu alarmu lub otrzymaniu odpowiednich instrukcji.
Procedura musi odpowiadać rodzajowi zagrożenia
Lubelski Urząd Wojewódzki wyjaśnił RadioZET.pl, że Ogród Saski funkcjonował w jego procedurach jako miejsce zbiórki po opuszczeniu budynku, a w chwili podejmowania decyzji służby nie posiadały informacji o bezpośrednim zagrożeniu dla centrum Lublina. Urząd poinformował również, że znajdujący się w budynku schron wymaga generalnego remontu i nie jest obecnie gotowy do wykorzystania.
Władze Lublina wskazywały natomiast, że działania w szkołach były dostosowywane do charakterystyki konkretnych obiektów. Zapowiedziano również analizę przebiegu zdarzenia i spotkanie z dyrektorami placówek dotyczące elementów wymagających usprawnienia.
Sytuacja pokazuje jednak szerszy problem: procedura ewakuacyjna przygotowana na pożar nie musi być właściwą odpowiedzią na zagrożenie atakiem z powietrza. W jednym przypadku kluczowe może być jak najszybsze opuszczenie obiektu, w innym – pozostanie wewnątrz i znalezienie najlepiej osłoniętego pomieszczenia.
Procedury trzeba przygotować przed alarmem
Sam dokument nie wystarczy, jeśli pracownicy nie wiedzą, jak zastosować go w praktyce. Instytucje publiczne, szkoły, przedsiębiorstwa i administratorzy obiektów powinni wcześniej określić miejsca zapewniające największy poziom ochrony, wyznaczyć osoby odpowiedzialne za podejmowanie decyzji oraz regularnie szkolić pracowników i prowadzić ćwiczenia.
Rządowy „Poradnik bezpieczeństwa” podkreśla znaczenie wcześniejszego przygotowania zarówno w szkołach, jak i miejscach pracy, w tym znajomości procedur, miejsc schronienia i udziału w próbnych alarmach.
Doświadczenia z 17 września mogą być więc ważną lekcją dla całego systemu ochrony ludności. Syrena alarmowa powinna uruchamiać nie improwizację, lecz wcześniej przygotowany i przećwiczony sposób działania adekwatny do konkretnego rodzaju zagrożenia.
Pełny materiał Piotra Kozłowskiego wraz z komentarzem Sergiusza Parszowskiego dostępny jest w serwisie RadioZET.pl – „Alarm w Lublinie. Urzędnicy poszli do parku, uczniowie zostali na boisku. Ekspert w szoku”